niedziela, 14 lipca 2013

To co było i jest...

Czy ktoś jeszcze pamięta jaka była zanim stała się panią prawnik? Czy ktoś pamięta ją jeszcze jako małe, pulchne dziecko, które uwielbiało spędzać czas u dziadków? Czy raczej dla większości jest zupełnie nową osobą, która przyjechała i zaczyna się rządzić? A może nie ma już w niej tej dziewczyny, która kiedyś potrafiła beztrosko bawić się z innymi?
Mieszkała tu bardzo dawno temu, gdy się wyprowadzali, miała jakieś 9 lat, a powód tak nagłej zmiany planów jej rodzicielki nadal nie jest do końca znany. Świadkowie długo mówili coś o kłótni między młodszą panią Kulpą i matką. Dużo ostrych słów, wyrzutów i w tym wszystkim gdzieś przerażona dziewczynka głaszcząca kotka bez opamiętania. A co najdziwniejsze kot nawet nie uciekał. Za to ktoś inny odszedł - matka zabrała Karinę.
Potem jej całe życie wyglądało naprawdę inaczej niż w miłej i przytulnej Krynicy Morskiej. Poznań był zupełnie innym miejsce, wszędzie pełno pędzących gdzieś ludzi, osób, które bardzo chcą się wzbogacić. W tej wir pracusiów szybko wpasowała się jej matka nie poświęcając dziewczynie za dużo czasu. A może właśnie tak miało być? Pewnie by nie wyrosła na taką kobietę jaką jest, gdyby nie ten fakt. 
Uczyła się zawsze dobrze, niejednokrotnie dostawała stypendium, nie raz  była wyróżniona za jakieś osiągnięcia. Była dobrym dzieckiem, które coraz bardziej zamykało się w sobie i w książkach. Miała znajomych, jakoś bliższych przyjaciół raczej nie, chociaż nie można powiedzieć, że jest brzydka. Miała swoich adoratorów. Jej kontakty z ludźmi poprawiły się dopiero na studiach. Wtedy poznała grupkę ludzi, którzy zaakceptowali ją ze wszystkimi wadami jakie posiada. Może i czasami ich denerwuje, ale nie na tyle, żeby przestali się do niej odzywać. 
Posiada własne mieszkanie w Poznaniu, jest wspólniczka w kancelarii. Żyje tym co robi, do każdej sprawy przykłada się maksymalnie. Trzeba przyznać, że lubi pomagać i robi to często dla własnej satysfakcji. Razem ze wspólnikiem nie zawsze zbijają majątek na sprawach, chociaż takie też im się zdarzają. Pozornie ma chyba wszystko. I było jej naprawdę dobrze, aż przyszło zawiadomienie o śmierci babci i testamencie. Dostała wszystko, co kobieta miała, ale jakoś nie bardzo wie co z tym zrobić. 
Wzięła dwumiesięczny urlop, żeby poukładać to wszystko jakoś i zadecydować co dalej.
<-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz